Czy można „przegapić” poród ??

Moja druga ciąża nie różniła się absolutnie od pierwszej, mdłości przez pierwsze trzy miesiące, potem w miarę dobre samopoczucie, aż do 7 miesiąca gdzie w jednej i drugiej ciąży musiałam mieć założony krążek pessar, ponieważ zaczęło mi się robić rozwarcie.  Skoro więc obydwie ciąże przebiegały tak samo, to myślałam, że poród też będzie taki sam, długi, bolesny i wywoływany lekami. W pierwszej ciąży zastanawiałam się, czy można przegapić poród, ale w drugiej już tych obaw nie miałam.

Ciąża i ginekolog

Do ginekologa chodziłam prywatnie, ot taka moja fanaberia. Chciałam mieć pewność, że na każdej wizycie będę miała zrobione USG i będę należcie „obsłużona”. Patrząc z perspektywy czasu, absolutnie nie żałuję wydanych pieniędzy. Cieszęsię, że całą ciążę byłam pod dobrą opieką. Bo po porodzie stwierdziłam, że jeżeli się nie zapłaci odpowiedniej sumy, to najzwyczajniej w świecie można
trafić na konowała – tak jak ja trafiłam.
No ale do rzeczy…
Na kilka tygodni przed porodem lekarz mówił mi, że niestety w czasie kiedy przypada moje rozwiązanie on ma jakąś konferencję. Do porodu wybrałam jeden z najbardziej znanych szpitali w Poznaniu. Więc wiedziałam czego mogę się spodziewać.  Pierwszy mimo, że długi i bolesny wspominam całkiem dobrze, ze względu na pomocny personel. Dzięki niemu wiedziałam, że niemożliwym jest przegapić poród. Myślałam, że teraz będzie podobnie. Byłam umówiona z jedną z położnych, która pracuje u mojego lekarza, że zgłoszę się na kontrolne KTG jak minie mi termin, oczywiście już z torbą, przygotowana do porodu. Zdziwiłam się już w Izbie przyjęć, kiedy powiedziałam, że chciałabym aby mi wykonano badanie miła Pani skierowała mnie do jakiś gabinetów przyszpitalnych, bo podobno „tam robią”. No nic, nie będę kłócić się w poczekalni pełnej pacjentów, pomyślałam że coś się może zmieniło, w końcu przyszłam tu „z ulicy” bez skierowania itp.

Od drzwi do drzwi

Idąc wolnym krokiem zaczęłam szukać tych gabinetów . Dla kobiety w 9 miesiącu ciąży chodzenie i szukanie czegokolwiek jest naprawdę męczące – w końcu jakaś dobra dusza mnie pokierowała. Wychodząc z windy moim oczom ukazał się nie rzadki widok w polskich szpitalach i przychodniach – pełno ludzi, kobiet, mężczyzn i dzieci…
No nic, myślę sobie jak mus to mus… Idę do recepcji, mówię o co mi chodzi. Miła Pani skierowała mnie do gabinetu. Więc wchodzę,
a tam dostaję info, że muszę iść na  drugi koniec przychodni do pokoju pielęgniarek zapytać, czy mogę mieć wykonane badanie i czy po będzie jakiś lekarz który może mnie obejrzeć. Pukam, wchodzę witam się i czekam – ale chyba byłam niewidoczna, bo
„miłe” Panie jakby w ogóle mnie nie widziały.

Pacjentka której nie widać

Jedna rozmawia przez telefon, a druga jej wtóruje, co jakiś czas dodawała swoje 5 groszy. Rozmawiały o sałatce z ogórków – już nie pamiętam dokładnie, ale absolutnie im nie przeszkadzałam. Po odłożeniu telefonu, nadal byłam nie widoczna – bo Panie zajęły się komentowaniem skończonej właśnie rozmowy. No cóż, pomyślałam, że może faktycznie mnie nie widzą. Jeszcze raz głośno i wyraźnie powiedziałam „dzień dobry” no i voila – w końcu któraś na mnie spojrzała. Żadne dzień dobry, słucham czy chociaż jakiś grzecznościowy zwrot, od razu do sedna „o co chodzi”. Mówię więc po raz kolejny, że jestem po terminie i chcę w końcu to badanie. Na co Pani pielęgniarka mówi, że tutaj kobiety na wizyty po kilka tygodni czekają, a ja sobie tak po prostu z ulicy przychodzę i chcę żeby mnie zbadali. Coś nawet wspomniała o tym, że zapłacić powinnam za to KTG. W końcu wspaniałomyślnie powiedziała, że mam iść na to badanie, ale ona nie wie czy jakiś lekarz mnie zobaczy, bo to w końcu już późna godzina (10 rano) i lekarze mają swoich pacjentów.

Od drzwi do drzwi

No więc idę znowu do gabinetu, dostaję numerek i czekam. Zajęło to kilkanaście minut, musze przyznać że nawet nie tak długo. Po
badaniu już z wynikiem znowu wybieram się do „miłej” Pani z pokoju pielęgniarek. Kazała czekać, aż lekarz mnie zawoła. Nie pamiętam ile czasu tam siedziałam – może ze dwie godziny – może krócej, może trochę dłużej – w każdym razie, dla mnie jako dla kobiety ciężarnej był to naprawdę kawał czasu.

Przebieg wizyty

Oczywiście nikt nie raczył mnie poinstruować co mam dalej robić. Wyszła Pani przede mną no to ja wchodzę, a tam pokoik w którym
można się przebrać i info żeby m.in. umyć się przed badaniem.  Całkiem fajnie pomyślane, szkoda tylko że nikt mi nie powiedział że tam są dwa takie pokoiki, weszłabym wcześniej i przygotowała się jak należy. Zapukałam do gabinetu i wchodzę, w bieliźnie – bo jakoś tak bez to mi się dziwne wydawało. Całkiem młoda Pani doktor jakoś niespecjalnie była zainteresowana po co przychodzę. Przez chwilę zastanawiałam się w ogóle czy to jest lekarz, bo przyjmowała w swoim codziennym stroju i w butach na
obcasie. Wyglądało jakby była tam tylko „przelotem”.

Badanie ginekologiczne

Opowiedziałam, że jestem po terminie, że chce sprawdzić czy z dzieckiem wszystko jest w porządku. Jednak Pani doktor przerwała mi moje wywody, kazała siadać na fotel. Nie interesowało ją nawet to, że dwa tygodnie wcześniej miałam ponad 2,5cm rozwarcia. Zrobiła mi USG dopochwowo, stwierdziła że „szyjka jest jeszcze długa” i że „nie zanosi się dzisiaj na poród, może jutro”. Kiedy powiedziałam, że chciałabym wiedzieć jakie mam rozwarcie, to powtórzyła tylko to o szyjce – rozwarcia nawet nie sprawdziła. Wyniku KTG też nie skomentowała. Choć ta kobietka u której je robiłam stwierdziła, że jakieś skurcze są. Jak dla mnie badanie nie było wykonane prawidłowo, ale co ja tam mogę wiedzieć.

Niemiłe pożegnanie

Nie zdążyłam o nic więcej zapytać, bo Pani doktor głośno zawołała „następna osoba proszę” czym dała mi do zrozumienia, że wizyta skończona. Dodała tylko, że nie widzi powodów aby skierować mnie do szpitala i że mam przyjść za tydzień – jak nie urodzę. W sumie to trochę się zdziwiłam ta całą wizytą. Blisko mieszkają moi rodzice więc poszłam opowiedzieć o tej super wizycie. Stwierdziliśmy z mężem, że skoro Pani doktor nie widziała żadnych powodów do niepokoju to na pewno wszystko jest w porządku. Postanowiliśmy, że za 3 dni pojadę znowu na KTG.
Dzień jak co dzień
O 14 odebrałam córkę z przedszkola i pospacerowaliśmy chwilę po dworze – śliczna pogoda była. W domu ok 16 źle się zaczęłam czuć, bolał mnie brzuch, jednak nie odczuwałam jakiś specjalnych skurczy, było mi słabo i chciało mi się spać. Pomyślałam
sobie, że ciężki dzień za mną. Postanowiłam wziąć prysznic i się położyć, ale niestety ból się nasilał – ok 16:30 stwierdziłam że chyba trzeba jechać do szpitala.
Szybka akcja porodowa
W aucie to już byłam pewna, że się zaczęło, że ten ból to jednak skurcze, bo nagle zaczęłam czuć się tak jak rodząc Marysię, kilka chwil przed pojawieniem się jej na świecie. W sumie to bałam się, bo o tej godzinie przejechać przez Poznań no nie lada wyczyn.
Dojechaliśmy o dziwo dość szybko, mąż złamał chyba większość przepisów drogowych. Weszłam na Izbę przyjęć i mówię, że rodzę, a tam grad pytań. W końcu chyba zobaczyli, że ja nie przesadzam i zawołali lekarzy, którzy zaprowadzili mnie do jakiegoś gabinetu. A tam, rozwarcie na 10 cm i akcja porodowa w pełni. Szczęśliwie trafiłam na porodówkę gdzie przebili mi pęcherz płodowy i co się okazało? Zielone wody!
Poród
Po przebiciu pęcherza oczywiście od razu znalazło się koło mnie kilkanaście osób, mierzyli tętno dziecka, zaczęli badać i od razu kazali przeć. Julka urodziła się szybciutko (16:57). Dostała 9 punktów w pierwszej minucie życia – bo miała podobno zły kolor skóry,
w kolejnych minutach było już 10 pkt. Pytali mi się dlaczego tak późno przyjechałam, jak im powiedziałam że byłam tu rano i że miałam badania robione to nie chcieli wierzyć.
Pacjentka widmo
Oczywiście w szpitalu nigdzie nie było odnotowane, że taka osoba jak ja zjawiła się rano na izbie. Może w tych gabinetach przyszpitalnych jest, ale tego już nie sprawdzałam. Tak się zastanawiam, jakby akcja porodowa się nie rozpoczęła samoistnie i poszłabym za tydzień jak kazała Pani doktor, to jakby to wszystko wyglądało. Ja się nie znam na tym wszystkim, nie jestem lekarzem. Wydaje mi się jednak, że skoro dziecko wydaliło smółkę, to nie powinno w niej przebywać jeszcze tydzień. Gdyby ginekolog badanie USG wykonała prawidłowo, to chyba coś by było widać. Zastanawia mnie fakt dlaczego Pani doktor, która mnie badała po 12 nie widziała, że coś się dzieje skoro ja o 16:57 urodziłam córcie? To jest dla mnie niedorzeczne, jak ginekolog może nie zauważyć rozpoczynającego się porodu. Myślę sobie, że skoro Pani doktor nie zauważyła, że „coś się dzieje” to ja zasugerowałam się tym co ona mówiła i przegapiłam jakieś pierwsze objawy porodu .

Jak przegapić poród

Szłam do lekarza z nastawieniem, że to jest właśnie ten dzień, że właśnie tego dnia urodzę. Uszykowana z torbą, z dokumentami, ze wszystkim co mi może być potrzebne, chciałam żeby Pani doktor jako fachowiec mnie obejrzała – dokładnie zbadała, a nie potraktowała jak kolejny przypadek który trzeba szybko załatwić. Od wyjazdu z domu, do samego rozwiązania minęło dokładnie 27minut – cieszę się, że nie urodziłam w samochodzie bo i taką ewentualność po drodze na porodówkę braliśmy pod uwagę.
przegapić poród
Ja prawie przegapiłam swój poród, bo spodziewałam się tego co za pierwszym razem, czyli skurczy najpierw nieregularnych a potem co 7,5 i 3minuty, a okazało się, że od razu skurcze były co 3 minuty. Cieszę się że, zdążyłam na czas do szpitala i urodziłam zdrową córkę. Nie chcę nawet myśleć jakby ta historia się zakończyła gdyby poród się nie rozpoczął. Pani doktor, która mnie przyjęła, powinna chyba udać się na jakieś szkolenie, ale nie tylko z pracy zawodowej, powinna nauczyć się też ludzkiego traktowania pacjentów oraz przydałoby się tez trochę empatii – do kobiet – bo najwyraźniej to wszystko u niej strasznie kuleje. Zresztą dokładnie to samo stwierdził mój ginekolog któremu opowiedziałam całą historię.
Objawy porodu?
Przestałam się już śmiać z pytań młodych przyszłych mam, które pytają czy można przegapić poród – ja prawie przegapiłam – lekarka też – więc skąd taka pierworódka ma wiedzieć kiedy się zaczyna? Zwykle są jakieś symptomy, piszę zwykle – bo u mnie ich nie było. Piszę to wszystko żebyście nie dały się potraktować tak jak mnie potraktowano. Nie pozwólcie się zbywać i dopominajcie się o wszystko co Wam się należy. Bo w końcu na coś płacimy te wszystkie składki, a jak przychodzi co do czego to nawet nie możemy tego w 100% wykorzystać.
A to mama i Julcia – jakąś godzinkę po porodzie.
przegapić poród
 Moja Juleńka – cała i zdrowa
przegapić poród
przegapić poród
przegapić poród
Czy myślicie, że można przegapić poród? Napiszcie proszę o Waszych doświadczenia z tego wyjątkowego dnia.