Jak będziesz miała własne …

Jak będziesz miała własne …

Nic tak nie denerwuje, jak rozkazy, nakazy, zakazy itp. Nas dorosłych czasami szlag trafia, jak coś MUSIMY zrobić. Nie wspominam już o tym, że w przypadku dzieci na porządku dziennym, jest to, że MUSZĄ słuchać starszych :) Pamiętam, z czasów „młodości”, że moja mama często powtarzała pewne zwroty. Nie rozumiałam wtedy, o co jej w ogóle chodzi. Zawsze odpowiadałam „a co Ci szkodzi” … potem padały te słynne powiedzenia, które dopiero po latach zrozumiałam. Teraz pukam się w głowę i myślę sobie, jaki to człowiek był głupi … ;)

Z czasów wczesnego dzieciństwa nie pamiętam za wiele, jednak z czasów szkolnych już dość sporo. Pamiętam np., że nie chciałam nosić czapki. Zawsze ściągałam ją tuż za rogiem, wychodząc z domu, lub zakładałam pod klatką schodową wracając ze szkoły. Mama zawsze mi powtarzała, że jest zimno, że czapkę trzeba nosić … ja wychodziłam z założenia, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal ;) Jak sobie wyobrażę, że za 5 lat moja córka może robić to samo, to aż mnie ciarki przechodzą. Mama często wtedy mówiła

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Jest to jedno z tych powiedzeń, które wracają do mnie praktycznie codziennie. Pamiętam, że jak słyszałam to zdanie, to w myślach miałam także „o co jej chodzi”
Nooo teraz to widzę i rozumiem ;) Jestem przerażona, że prędzej czy później moja mała córka dorośnie i będzie miała w głowie miliony pomysłów tak jak ja. Zapewne nie raz usłyszy ode mnie to zdanie

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Nie wyobrażam sobie puścić 16 latki na imprezę, która trwa do północy, a tego wymagałam od mojej mamy. Zawału bym chyba dostała, jak chciałaby wyjechać ze znajomymi na wakacje. Pamiętam, jak mama próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego czegoś mi nie wolno. Jak żadne argumenty nie trafiały wtedy właśnie idealnie tu pasowało,

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Zawsze ubolewałam nad tym, że moi rodzice nie chcieli kupić mi psa. Marzyłam o nim i chciałam tak jak moje koleżanki wychodzić na spacer, karmić, bawić się itp. Prosiłam rodziców, jednak oni zawsze powtarzali, że u nas nie ma warunków. Stosowałam wszelkiego rodzaju sztuczki, aby w końcu mi go kupili :) Posuwałam się nawet do powiedzenia „bo Wy nie kochacie zwierząt”. Wierciłam im dziurę w brzuchu, a i tak na końcu słyszałam zawsze

jak będziesz miała własne mieszkanie, to kupisz sobie psa

Obiecałam sobie, że jak dorosnę, to swoim dzieciom na pewno kupię małego ślicznego szczeniaczka. Teraz jestem mamą, mam swoje mieszkanie…jednak czworonoga się nie dorobiłam. Nawet nie myślę o tym, żeby go mieć. Przy dwójce dzieci i braku czasu nawet dla siebie, nie wyobrażam sobie biegającego po domu psiaka. Nie wyobrażam sobie spacerów wczesnym rankiem – szczególnie zimą, wyjazdów na wakacje z dodatkowym członkiem rodziny. Pies to obowiązek, a ja już teraz wiem, że nie miałabym czasu się nim zajmować. Zwykle moja mama z uśmiechem dopytuje się, kiedy w końcu kupię sobie wymarzonego psa ;)

Najgorzej jest jak moja córka pyta, czy może mieć zwierzątko. Modlę się, aby nie wspomniała o psie. Co ja jej wtedy powiem? Bo na pewno nie to

jak będziesz miała własne mieszkanie, to kupisz sobie psa

przecież wiem, że i tak nie zrozumie :) Więc jestem w stanie zgodzić się na rybki, papugę czy chomika, oby tylko nie mieć pieska. Bo mimo tego, że bardzo lubię te czworonogi to nie widzę ich u siebie w domu.

Pamiętam także, że zawsze denerwowało mnie, jak mama kazała mi np. posprzątać w swoim pokoju. Nienawidziłam tego. Zawsze pytałam, dlaczego mam sprzątać, przecież i tak zaraz znowu się pobrudzi. Mama zawsze odpowiadała, że w domu powinien być porządek :) Jeżeli każdy robiłby bałagan, to nie byłoby gdzie się ruszyć. Nigdy nie chciało mi się układać na biurku, w szafach czy zamiatać i robiłam sto innych rzeczy, aby tylko tego nie robić. Mama wtedy powtarzała

jak będziesz miała własne mieszkanie, to nie będziesz musiała sprzątać.

Czekałam z niecierpliwością na to „własne” mieszkanie i na ten moment kiedy nie będę musiała nic robić :)
Mieszkam na swoim już dobre 10 lat. Jak jest teraz? Strasznie denerwuje mnie, że moja córka nie chce po sobie sprzątać ;) Niedaleko pada jabłko od jabłoni, co?  Lubię mieć porządek, choć przy dwójce rozbrykanych maluchów ciężko go czasami utrzymać :) Denerwuje mnie bałagan w pokoju u córek, porozwalane puzzle, klocki… denerwuje mnie kurz na meblach, okruszki na dywanie … nie wyobrażam sobie tego, że ja siedzę a na około walają się porozrzucane zabawki hmmm ciekawe jak będzie wyglądało u mojej córek w domu ;) Póki co są małe, ale kiedyś zapewne wyprowadzą się od mamusi ;)

Jak będziesz miała własne …
Marysia i Julka 2016