Jak będziesz miała własne … 39


Jak będziesz miała własne …

Nic tak nie denerwuje, jak rozkazy, nakazy, zakazy itp. Nas dorosłych czasami szlag trafia, jak coś MUSIMY zrobić. Nie wspominam już o tym, że w przypadku dzieci na porządku dziennym, jest to, że MUSZĄ słuchać starszych :) Pamiętam, z czasów „młodości”, że moja mama często powtarzała pewne zwroty. Nie rozumiałam wtedy, o co jej w ogóle chodzi. Zawsze odpowiadałam „a co Ci szkodzi” … potem padały te słynne powiedzenia, które dopiero po latach zrozumiałam. Teraz pukam się w głowę i myślę sobie, jaki to człowiek był głupi … ;)

Z czasów wczesnego dzieciństwa nie pamiętam za wiele, jednak z czasów szkolnych już dość sporo. Pamiętam np., że nie chciałam nosić czapki. Zawsze ściągałam ją tuż za rogiem, wychodząc z domu, lub zakładałam pod klatką schodową wracając ze szkoły. Mama zawsze mi powtarzała, że jest zimno, że czapkę trzeba nosić … ja wychodziłam z założenia, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal ;) Jak sobie wyobrażę, że za 5 lat moja córka może robić to samo, to aż mnie ciarki przechodzą. Mama często wtedy mówiła

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Jest to jedno z tych powiedzeń, które wracają do mnie praktycznie codziennie. Pamiętam, że jak słyszałam to zdanie, to w myślach miałam także „o co jej chodzi”
Nooo teraz to widzę i rozumiem ;) Jestem przerażona, że prędzej czy później moja mała córka dorośnie i będzie miała w głowie miliony pomysłów tak jak ja. Zapewne nie raz usłyszy ode mnie to zdanie

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Nie wyobrażam sobie puścić 16 latki na imprezę, która trwa do północy, a tego wymagałam od mojej mamy. Zawału bym chyba dostała, jak chciałaby wyjechać ze znajomymi na wakacje. Pamiętam, jak mama próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego czegoś mi nie wolno. Jak żadne argumenty nie trafiały wtedy właśnie idealnie tu pasowało,

jak będziesz miała własne dzieci to zobaczysz.

Zawsze ubolewałam nad tym, że moi rodzice nie chcieli kupić mi psa. Marzyłam o nim i chciałam tak jak moje koleżanki wychodzić na spacer, karmić, bawić się itp. Prosiłam rodziców, jednak oni zawsze powtarzali, że u nas nie ma warunków. Stosowałam wszelkiego rodzaju sztuczki, aby w końcu mi go kupili :) Posuwałam się nawet do powiedzenia „bo Wy nie kochacie zwierząt”. Wierciłam im dziurę w brzuchu, a i tak na końcu słyszałam zawsze

jak będziesz miała własne mieszkanie, to kupisz sobie psa

Obiecałam sobie, że jak dorosnę, to swoim dzieciom na pewno kupię małego ślicznego szczeniaczka. Teraz jestem mamą, mam swoje mieszkanie…jednak czworonoga się nie dorobiłam. Nawet nie myślę o tym, żeby go mieć. Przy dwójce dzieci i braku czasu nawet dla siebie, nie wyobrażam sobie biegającego po domu psiaka. Nie wyobrażam sobie spacerów wczesnym rankiem – szczególnie zimą, wyjazdów na wakacje z dodatkowym członkiem rodziny. Pies to obowiązek, a ja już teraz wiem, że nie miałabym czasu się nim zajmować. Zwykle moja mama z uśmiechem dopytuje się, kiedy w końcu kupię sobie wymarzonego psa ;)

Najgorzej jest jak moja córka pyta, czy może mieć zwierzątko. Modlę się, aby nie wspomniała o psie. Co ja jej wtedy powiem? Bo na pewno nie to

jak będziesz miała własne mieszkanie, to kupisz sobie psa

przecież wiem, że i tak nie zrozumie :) Więc jestem w stanie zgodzić się na rybki, papugę czy chomika, oby tylko nie mieć pieska. Bo mimo tego, że bardzo lubię te czworonogi to nie widzę ich u siebie w domu.

Pamiętam także, że zawsze denerwowało mnie, jak mama kazała mi np. posprzątać w swoim pokoju. Nienawidziłam tego. Zawsze pytałam, dlaczego mam sprzątać, przecież i tak zaraz znowu się pobrudzi. Mama zawsze odpowiadała, że w domu powinien być porządek :) Jeżeli każdy robiłby bałagan, to nie byłoby gdzie się ruszyć. Nigdy nie chciało mi się układać na biurku, w szafach czy zamiatać i robiłam sto innych rzeczy, aby tylko tego nie robić. Mama wtedy powtarzała

jak będziesz miała własne mieszkanie, to nie będziesz musiała sprzątać.

Czekałam z niecierpliwością na to „własne” mieszkanie i na ten moment kiedy nie będę musiała nic robić :)
Mieszkam na swoim już dobre 10 lat. Jak jest teraz? Strasznie denerwuje mnie, że moja córka nie chce po sobie sprzątać ;) Niedaleko pada jabłko od jabłoni, co?  Lubię mieć porządek, choć przy dwójce rozbrykanych maluchów ciężko go czasami utrzymać :) Denerwuje mnie bałagan w pokoju u córek, porozwalane puzzle, klocki… denerwuje mnie kurz na meblach, okruszki na dywanie … nie wyobrażam sobie tego, że ja siedzę a na około walają się porozrzucane zabawki hmmm ciekawe jak będzie wyglądało u mojej córek w domu ;) Póki co są małe, ale kiedyś zapewne wyprowadzą się od mamusi ;)

Marysia Julka

Marysia i Julka 2016

 

  • Kobieca Myślodsiewnia

    Heh, mam własne mieszkanie, a moja mama nadal się wtrąca :P Przekichane ;) ;) ;)

    • moja się nie wtrąca :) nigdy tego nie robiła….

      • Kobieca Myślodsiewnia

        Ech, to tylko pozazdrościć! :)

  • Posiadanie dzieci zmienia perspektywę i punkt widzenia wobec tego, co nam rodzice „wmawiali”. Z czapką miałam podobnie. Z szalikiem, z niejedzeniem śniadań. Teraz sobie myślę, że własne dzieci to bym udusiła ;)

    • oj tak, śniadania – nigdy ich nie jadłam a w szkole zwykle kupowałam drożdzówkę.

  • Uśmiałam się ;) post bardzo mądry, wiele rzeczy rozumie się dopiero z wiekiem.

  • Maja D

    Haha, doskonale Cię rozumiem :) Na szczęście jeszcze ani razu dzieciom nie powiedziałam że jak będą miały swoje dzieci to zobaczą :D

  • Skąd ja to znam! :D Od dzieciństwa słyszałam takie teksty od starszych… Niestety dzieci jeszcze nie mam, ale część tych stwierdzeń się sprawdziła :D

    • To będą jeszcze bardziej prawdziwe jak będziesz miała dzieci 😊

  • Sama prawda… do mnie też jak bumerang wracają podobne powiedzenia, cóż punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia jak widać;) Z drugiej strony to są fajne powiedzonka, ważne, żeby nie powielać tych nie do końca dobrych jak „nie, bo nie” czy koszmar mojego dzieciństwa „nie odejdziesz od stołu dopóki nie zjesz”. Ich powtarzania unikam jak ognia;)

    • no to z jedzeniem tez pamiętam…byłam strasznym niejadkiem ;)

  • Oj tak! Też już rozumiem znaczenie słów „jak będziesz miała swoje dzieci, to zobaczysz” ;)

  • Carolin Kranz

    Taaak, pamiętam, że jak będę miała własne dzieci, to… Moja mama też tak mówiła.
    Jedno w byciu matką mi się udało. Niewiele zakazywać. A jeśli się da, to wcale nie zakazywać.
    Mimo, że często słyszę: Przecież ty im na wszystko pozwalasz!
    A pewnie. Skoro można, to dlaczego nie, o! :-)

  • Oj to zdanie chyba każdy słyszał :-) Ja też teraz pomału zaczynam sobie uświadamiać, że w wielu kwestiach rodzice mieli rację i wiele zakazów zdecydowanie było słusznych. No ale to chyba każdy musi po prostu do tego dorosnąć :-)

  • Maria Kasperczak

    hi hi hi, świetny tekst :)

  • Silver Silver

    psychologia transpersonalna zakłada,że jako ludzkość posiadamy pewną mądrość, wspólne doświadczenia w obszarze nieświadomości, odnosi się to do przeżywanie emocji etc. jeżeli chodzi zaś o Polaków to chyba dokładamy coś od siebie: pokłady narzekactwa;)

  • Ja się cieszę, że rodzice puszczali mnie na imprezy, które trwały do północy. Ufali mi. Dzięki temu nie zachowywałam się jak dziecko spuszczone ze smyczy w wieku 20 lat. Wygląda to żałośnie. Wiem że się bali, jednocześnie jednak wiedzieli, że w pewnym wieku dziecko trzeba wypuścić dla jego własnego dobra. Mam dziecko. Boję się na samą myśl, że świat jest taki duży i niebezpieczny, ale jednocześnie wiem, że dla jego własnego dobra nie mogę go trzyma pod kloszem.

    • moja mama także mnie puszczała, bała się, zawsze na mnie czekała a ja tego nie rozumiałam, zawsze negocjowałam czas ;) Mama kazała do 24 a ja chciałam do 1 ;) Moje 16 urodziny były już dawno temu, wtedy nie słyszało się tak dużo o gwałtach, morderstwach itp itd nie przypominam sobie sytuacji, że ktoś wyszedł na impreze i nie wrócił – teraz mówi się o tym na każdym kroku. Nie wiem co będzie za 10lat jak moja córka będzie miała 16. Obawiam się, że może być jeszcze gorzej :( Nie wiem czy będę chciała puścić nastolatkę w tym wieku na imprezę…teraz nie umiem odpowiedzieć.

      • Mam wrażenie, że ilość tragedii jest taka sama jak wcześniej, tylko właśnie media bardziej to wszystko nagłośniają.

        • tego własnie tego nie wiemy, bo 15lat temu nikt, aż tyle o tym nie mówił. Wydaje mi się, że dzieje się o wiele więcej złego niż kiedyś. No ale…kiedyś internet nie była aż ta powszechny a w TV wszystkiego nie mówili ;)

      • Kiedyś też mówili o tych gwałtach i morderstwach, tylko jak byliśmy młodzi to nie zwracaliśmy na to uwagi. Rodzice na pewno wyłapywali takie tematy z wiadomości ;).

  • Anna Prokopowicz

    hahaha, oj sporo tych powiedzeń, które wtedy denerwowały a dziś jakoś tak same wypływają z naszych ust :)

  • Ja też kiedyś wzbraniałam się przed zwierzętami. Mam 3 dzieci i mieliśmy już chomiki, królika a teraz przyszła pora na kotka. To prawda, że każde zwierzę to obowiązek, ja staram się włączać dzieci do obowiązków nad nimi i nawet się udaje. Dodatkowo dzieci kochają zwierzęta i tak cudownie jest patrzeć ile im to sprawia przyjemności. Jednak na pieska poczekam jak będziemy mieszkali w domku. Pozdrawiam! :)

    • ja wiem , że moje zajmą się tylko chwilkę…potem ja ;)

  • Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? ;)

  • To jeszcze czeka etap: jadę do ” koleżanki na noc ” :)
    A to tak jest, co prawda 5 lat na swoim jestem ale co chwilę słyszę, że firanki, że stojak na buty, że za dużo książek :)

  • He he he he… :D Ja też o wiele lepiej zrozumiałam swoich rodziców, gdy sama zostałam matką. Te wszystkie zakazy nagle zyskały sens… To trochę przerażające, że w życiu do wszystkiego dojrzewa się stopniowo. Za parę lat dojdziemy pewnie do etapu mówienia o młodzieży: „Kiedy ja byłam w ich wieku…” :D

  • Hahaha przewrotne jest życie :) Ale niestety tak to już bywa, nie doświadczając pewnych sytuacji nie jesteśmy w stanie sobie ich wyobrazić a gdy już przychodzi nasza kolej to jednak dochodzimy do wniosku, że mama miała rację :) Ja też tego doświadczyłam, marudziłam, że mam ciągle chce pomocy w domu a teraz gdy mieszkam już sama to się jej nie dziwię – tyle rzeczy do zrobienia, dlaczego mam to robić sama :)

  • Zuza

    Ha! A ja pamiętam jeszcze argument „dopóki mieszkasz pod moim dachem i jesteś na moim utrzymaniu masz się dostosować do zasad panujących w tym domu, i nie obchodzi mnie, że jesteś pełnoletnia” – hmmm jakże trafny to argument, prawda?
    p.s. mam trójkę dzieci i nie wyobrażam sobie domu bez psa ;)

  • Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale kobieta „dorasta” do tolerowania okruszków, kurzu i psa :D Ja „dorosłam około 40ki. Teraz mam dwa psy i kota. Trochę brudno w domu niestety, ale dziecko szczęśliwe. A dwójka dorosłych też mówi, że dobrze mieć zwierzęta :) Więc pewnie to kwestia przekroczenia jakiejś „granicy”. Pozdrawiam!!!

  • Jakbym czytała o sobie i słyszała własną mamę… Tylko wiesz, robiłyśmy te wszystkie głupie rzeczy, a jednak wyrosłyśmy na ludzi. Każdy wiek ma swoje prawa ;)