MOJA HISTORIA – Walka z endometriozą, historia Pani Katarzyny 2


Dziś zaczynamy cykl historii pisanych przez Was. Każdy może podzielić się z innymi swoją historią. Jeżeli macie ochotę to serdecznie zapraszam do kontaktu. Nie ma obowiązku ujawniania swoich danych, wszystko może odbyć się anonimowo.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam historię Pani Katarzyny.
Jestem mamą prawie 8 miesięcznego synka Mateusza.Bardzo chciałabym podzielić się swoja historią z wielu powodów.
Najważniejszym z nich dla którego chciałabym opowiedzieć moją historię jest to,by dać motywację i siłę innym przyszłym mamą, ale i obecnym które są w podobnej sytuacji jak ja, tym bardziej że, coraz więcej kobiet cierpi na to schorzenie. Obecnie mam 26 lat od kilku lat walczę z chorobą jaka jest endometrioza.
Endometrioza to choroba nieuleczalna, często prowadzi do niepłodności.Powoduje ból,złe samopoczucie oraz utrudnia życie. Od kilku lat walczę z tą chorobą, która pojawiła się w moim życiu nagle. Przeszłam już kilka zabiegów operacyjnych, które miały za zadanie pozbycie się ognisk choroby. W ostateczności straciłam prawego jajnika wraz z przydatkami. Lekarz uprzedził mnie,że mogę mieć problemy z zajściem w ciąże. Przepłakałam tyle nocy, zadając sobie to pytanie: Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Tak bardzo przecież chciałam być mamą. Przeszłam leczenie hormonalne,chodź na początku było mi ciężko je znieść. Myślałam,że się poddam. Brakowało mi siły by walczyć z tą chorobą Jednak nie zrobiłam tego, wzięłam się w garść i postanowiłam walczyć, aż w końcu stał się cud. Pamiętam jak Pan Doktor przekazał mi tą wiadomość ,że będę mamą. Łzy leciały mi po policzkach,byłam szczęśliwa. Chodź ciąża była zagrożona i było ciężko, ja walczyłam dalej -tym razem o moje maleństwo i siebie. Dzień w którym wzięłam Mateuszka na ręce był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Poród był bardzo trudny i zakończył się cięciem cesarskim, ale pomimo tego wszystkiego co przeszłam dziś jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. Choroba jednak powróciła. Zaniepokoił mnie okropny ból w krzyżu,że nie mogłam pewnego dnia już wstać z łóżka.
Miesiąc temu miałam kolejny zabieg. Mimo wszystko warto walczyć do końca i nie tracić nadziei. Dzięki temu mam wspaniałego synka i jestem bardzo szczęśliwa.
 

 

Dziękuję Pani Kasi, że zechciała opowiedzieć  swoją historię. Trzymam kciuki za powodzenie w leczeniu.
Jeżeli
jest coś co przeżyłaś, chciałabyś się tym podzielić, uważasz że jest to
ciekawa i warta przedstawienia historia to napisz :) Z przyjemnością
opublikuję ją u siebie na blogu… pisz na mejla karolina@kurczakptys.pl lub jako wiadomość prywatna na facebooku. Możesz napisać np. w wordzie jako załącznik, lub pisać bezpośrednio w treści. Nie ma to dla mnie znaczenia.
Zaznacz, czy chcesz pozostać anonimowa czy mogę ujawnić Twoje dane osobowe. Jeżeli chcesz podeślij parę fotek :) Zapraszam.
  • Bo wiara i nadzieja czyni cuda, … ja walczylam 12 lat o cud … dzis moj cud ma juz 3latka :)
    Mimo bolu i lez czesto cofajac sie w tyl … nalezy dążyć do celu i nigdy sie nie poddawać :)

  • najważniejsze to wierzyć…życzę wszystkim kobietkom z problemami tej wiary – aby nigdy jej nie tracić !!!!